Wiadomo, że te narzędzia potrafią podać nieprawdę równie pewnym tonem, co prawdę. To jeszcze nie jest wiedza użyteczna, bo nie da się czytać każdego zdania z jednakową podejrzliwością. Praca stanęłaby.
Użyteczne jest co innego: zmyślenia mają powtarzalne kształty. Pięć poniżej odpowiada za większość wpadek, które kończą się u klienta.
1. Precyzja bez adresu
„Około 63 procent firm z sektora usług wdrożyło w zeszłym roku przynajmniej jedno narzędzie AI, wobec 41 procent rok wcześniej."
Brzmi jak dane. To zdanie jest wymyślone na potrzeby tego przykładu i tak właśnie wygląda zmyślenie: nie ma przy tym nazwy badania, roku ani instytucji. I właśnie ta precyzja jest sygnałem, bo prawdziwa liczba tej dokładności zawsze skądś pochodzi i podanie źródła nic nie kosztuje.
Odruch: im dokładniejsza liczba bez adresu, tym mniej jej ufasz. Odwrotnie niż podpowiada intuicja.
2. Jednoznaczna odpowiedź na pytanie, które musi brzmieć „to zależy"
Są pytania, na które żaden uczciwy specjalista nie odpowie jednym zdaniem, bo odpowiedź zależy od umowy, od daty, od tego, co dokładnie robi firma.
Czy ten zapis w umowie jest skuteczny. Czy ten wydatek da się rozliczyć. Czy ten obowiązek dotyczy nas. Gdy odpowiedź na takie pytanie przychodzi gładka i bez żadnego zastrzeżenia, to nie znaczy, że sprawa jest prosta. Znaczy, że zastrzeżenia zniknęły po drodze.
3. Sprzeczność wewnątrz jednego materiału
W dłuższym dokumencie na drugiej stronie pada jedna wartość, a na ósmej wyliczenie opiera się na innej. Każda z osobna wygląda dobrze. Sprzeczność widać tylko wtedy, gdy trzyma się w głowie całość, a przy czytaniu długiego tekstu nikt tego nie robi.
Sposób: po przeczytaniu przejrzyj sam tekst jeszcze raz wyłącznie pod kątem liczb, dat i nazw. Trzy minuty, inne spojrzenie, wychodzą rzeczy, które przy czytaniu ciągiem przechodzą bez echa.
4. Odpowiedź na pytanie, na które w materiałach nie ma odpowiedzi
Dajesz umowę i pytasz o coś, czego umowa nie reguluje. Uczciwa odpowiedź brzmi „tego tu nie ma". Częsta odpowiedź to sensownie brzmiące zdanie zbudowane z tego, jak takie sprawy zwykle wyglądają.
To najgroźniejszy z pięciu przypadków, bo trafia dokładnie w tę lukę, o którą pytałeś, czyli w miejsce, w którym najbardziej potrzebujesz pewności.
5. Deklaracja czynności, której narzędzie nie wykonało
„Wysłałem to na adres zespołu." „Zapisałem plik." „Umówiłem spotkanie w kalendarzu."
Narzędzie robi tylko to, do czego zostało podłączone. Jeśli nie ma dostępu do poczty, nic nie wysłało, choć potrafi napisać, że wysłało. Każdą deklarację działania na zewnątrz sprawdza się w tym miejscu, w którym ma być efekt, a nie w rozmowie.
Jak zmniejszyć to na wejściu
Kontrola po fakcie jest droższa niż trzy zdania w poleceniu.
Pozwól nie wiedzieć. Napisz wprost, że odpowiedź „nie mam na to danych" jest w porządku. Bez tego narzędzie zachowuje się jak człowiek, od którego oczekuje się odpowiedzi na każde pytanie.
Zamknij w materiałach. Przy pracy na dokumentach: odpowiadaj wyłącznie na podstawie tego, co dostałeś, a czego nie ma, nazwij wprost. To zamienia swobodne pisanie w wyszukiwanie.
Żądaj wskazania miejsca. Nie samego przypisu, tylko konkretu, który da się otworzyć i sprawdzić: paragraf, strona, nazwa pliku. Powołanie, którego nie umiesz zweryfikować, jest warte tyle co jego brak.
Gdzie to naprawdę kosztuje
Żaden z tych pięciu przypadków nie jest problemem sam w sobie. Problemem jest miejsce, w którym się zdarza.
Zmyślona liczba w notatce do szuflady nie kosztuje nic. Ta sama liczba przepisana do oferty, do wniosku albo na slajd dla klienta kosztuje wiarygodność, a wiarygodność odbudowuje się miesiącami i nie da się jej odzyskać przeprosinami.
Dlatego to nie jest temat na szkolenie z czujności. To jest pytanie o proces: przez które ręce i przez które sprawdzenia przechodzi tekst, zanim wyjdzie z firmy, i czy któreś z tych sprawdzeń dotyczy faktów, czy wszystkie dotyczą literówek i formatowania.
Kto w Twojej firmie sprawdza liczby w dokumencie, który idzie do klienta?